"It ends with us" C. Hoover


"Wszyscy ludzie popełniają błędy. Tym co decyduje o charakterze człowieka nie są błędy jakich dokonujemy, lecz to, jak przekształcamy te błędy w lekcje, a nie w wymówki.”

Po przeprowadzce do Bostonu, życie Lily Bloom stało się lepsze. Poznała cudownego mężczyznę, Ryle'go, który rozumie ją bez słów. Otworzyła kwiaciarnie dla osób, nie lubiących kwiatów i odniosła ogromny sukces. Wszystko zaczęło się układać, niestety ta sielanka nie trwała długo. Związek Lily nie jest tak doskonały jakby się mogło wydawać. Prawdę potrafi dostrzec tylko Atlas Corrigan, pierwsza miłość kobiety. Czy Lily też przejrzy na oczy? Czy miłość łącząca ją z Ryle'm przezwycięży wszystko? Czy Atlas stanie się dla kobiety bezpieczną przystania?

"It ends with us" to powieść pełna magii, miłości i cierpienia. Każdy z bohaterów nosił w sercu skazy - chociaż były niewidoczne z zewnątrz, miały ogromny wpływ na ich życie. Lily, Ryle i Atlas zmagali się z przeszłością, próbowali oddzielić ją od teraźniejszości, co nie było łatwym zadaniem. Kochali, cierpieli, płynęli dalej. Szukali własnej drogi do szczęścia. Musieli stawić czoła trudnym sytuacjom i znaleźć najlepsze rozwiązanie. Ich problemy były realne, w każdej chwili mogłyby dotknąć kogoś z nas.  

Colleen Hoover w tej powieści poruszyła niezwykle ważny temat. Nie zdradzę Wam jaki konkretnie bo zepsułabym Wam radość z lektury, ale jest to coś o czym należy mówić i pisać. Nie można zgarniać czegoś, tak ważnego pod dywan. Nie każdy jest w stanie poradzić sobie w podobnej sytuacji. Bohaterka wykazała się ogromną asertywnością i odwagą. Odnalazła w sobie siłę, zawalczyła o siebie - za to podziwiam ją z całego serca. Niejedna kobieta znalazła się w podobnej sytuacji, ale tylko nie licznym udało się z niej wybrnąć.

"It ends with us" została świetnie napisana, jednak według mnie nie jest to najlepsza książka Hoover. Czegoś mi w niej zabrakło. Pierwsze sto trzydzieści stron było cudownych. Nie mogłam się oderwać i nawet nie zauważyłam, że już tyle za mną. Kolejne rozdziały czytało mi się gorzej, nie mogłam się wgryźć, straciłam zainteresowanie historią. Dopiero ostatnie sto stron ponownie mnie zaciekawiło. Przeczytałam je jednym tchem i nie mogłam uwierzyć, że to już koniec. Spędziłam przy nich zaledwie godzinę, a już dotarłam do epilogu. Nie wiem dlaczego w połowie straciłam zapał. Teoretycznie wszystko było w porządku, ale to było za mało, żeby utrzymać mnie przy lekturze.

Książka wywołuje w nas masę skrajnych emocji, od miłości po nienawiści. Z łatwością wciąga nas w świat Lily i jej trudną sytuację. Sprawia, że odrywamy się od rzeczywistości, a czas się dla nas zatrzymuje. Według mnie nie dorównuje "Maybe Someday", ale jest naprawdę dobra. Epistolarność i trudny temat wprowadzają ją na nowy poziom, a wątek młodzieńczej miłości dodaje uroku. Hoover połączyła w "It ends with us" masę elementów i zrobiła to świetnie, dlatego warto poznać tą historię i doświadczyć losu bohaterów. 

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:

10 komentarzy :

  1. Wstyd przyznać, ale mimo, że w blogosferze często przewijają się pozycje tej autorki, to ja jeszcze nie miałam okazji się z nią "spotkać" :)

    /Aggi

    OdpowiedzUsuń
  2. Cały czas próbuję się dorwać do jednej z książek tej autorki, jednak cały czas coś mi przeszkadza :/. Mam nadzieję, że uda mi się to w najbliższym zrobić, gdyż Twoja recenzja mnie zaintrygowała :D.
    Pozdrawiam,
    Bookomaniaczka
    Zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam ja na półce już od dobrych kilku dni i niestety nie zabiorę się za nią tak szybko, jak bym chciała, ale niesamowicie mnie ona intryguje :D Mam nadzieję, że do końca października uda mi się to przeczytać <3

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  4. Ładne zdjęcie i to w sumie tyle, wyczerpałam temat, bo do tej książki nawet nie chcę sie odnosić.
    pozdrawiam, polecam-goodbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak sobie myślę, że zawsze warto wyrobić sobie własne zdanie na temat książki. Każdy z nas jest inny i ma inny gust...

    Pozdrawiam.
    Kasia
    http://misskatherinesblog
    @misskatherinesblog

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam lekką alergię na słowo "epistolarny", ale chyba czas porzucić licealne uprzedzenia i sięgnąć po coś innego z wykorzystaniem tego sposobu narracji. Zaintrygowałaś mnie :) Pozdrawiam,
    Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta okładka na prawdę wymiata. Widzę już recenzje tej książki po raz setny na blogach i widzę,że sama będę musiała ją przeczytać bo bez tego to się nie obejdzie.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :D
    https://okularnicaczyta.blogspot.com/2017/10/recenzja-ksiazki-sonce-umiera-i-tanczy.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Książki nie czytałam jeszcze, ale sama nie wiem czy mam ochotę na przeczytanie tej pozycji. Może kiedyś mnie bardziej na nią natchnie :)
    biblioteczkamoni.blogspot.co.uk

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszę ją w końcu zamówić, bo już nie potrafię się doczekać lektury:)
    https://slonecznastronazycia.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo lubię książki autorki. Ta zainteresowała mnie ze względu na swój osobisty charakter.
    kocieczytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Zofia w Krainie Książek © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka